internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Atmosfera

Dlaczego na Księżycu nie organizuje się żadnych imprez? Stary dowcip powiada, iż powodem jest kompletny brak atmosfery. Zero powietrza, sama kosmiczna pustka no i to obrzydliwe promieniowanie. Trudno rzecz jasna atmosferę społeczną internetu opisać jednym zdaniem, nie ulega jednak wątpliwości, że bywa ona fatalna. Czasem – dla niektórych – bywa równie zabójcza jak przebywanie bez skafandra na powierzchni satelity Ziemi.
 
Kiedy Bogusław Linda przeczytał onegdaj opinie zamieszczone w sieci na temat swojego aktorstwa wpadł w poważne załamanie psychiczne. Przez trzy lata nie był w stanie wykonywać swojego zawodu; na szczęście dla niego zdarzył się to już w okresie, gdy stać go było na egzotyczne podróże i oderwanie się od przyziemnej rzeczywistości. Kiedy Dorota Świeniewicz – doskonała, występująca w Polsce i we Włoszech siatkarka, zapoznała się z internetowymi opiniami na swój temat – zrezygnowała z gry w reprezentacji kraju. Ale negatywnie nakręcająca się spirala ma i inne oblicza – w tym twarz hip-hopowego artysty Liroya, który za sprawą opublikowanego w sieci filmiku dobitnie powiedział całej ludzkości co też myśli o innym artyście – niejakim Tede. Wcześniej sam Tede niejedno napisał i o Liroyu, i o kolejnym ziomie – Pei. Panowie nagrali na swoje wzajemne tematy sporo utworów muzycznych, zaś gdyby z głośników mogły płynąć zawarte w tekstach pomyje – cały polski hip-hop zostałby nimi zalany grubo powyżej poziomu głów najwyższych wykonawców.
 
Można rzecz jasna powiedzieć, iż są zawody wymagające dużej odporności psychicznej – szczególnie dotyczy to profesji, w których ludzie oceniani są publicznie i powszechnie: to artyści, sportowcy czy politycy. W żadnej jednakowoż szkole teatralnej nie można się nauczyć reakcji na zarzuty, które zabolały Lindę najbardziej: - filmu  nie widziałem, ale na pewno było to aktorstwo pod psem. Żadne zgrupowanie nie wyćwiczy w sportsmence odporności na chamstwo, wulgarność i zwyczajną niesprawiedliwość. A tendencje nie są szczególnie pocieszające, bo napastliwości w sieci – zgodnie z prawem liczb coraz większych – jest coraz więcej. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Montserrat Caballé nagrywa specjalną arię, by obrazić w niej José Carrerasa (i odwrotnie), ale jeśli dynamika internetowej złośliwości utrzyma się na obecnym poziomie, możemy doczekać i tego. Psychologowie internetu na temat nerwowości, agresji czy brutalnych wypowiedzi stworzyli całe tomy i ujęli w tomach tych całą serię wytłumaczeń. Napisali, iż często przebiegające po klawiaturze palce szybsze są od mózgu. Wydali diagnozę związaną z bezkarnością biorącą swój początek w poczuciu anonimowości. Orzekli ponad wszelką wątpliwość, że nie każdy posiada kwalifikacje do oceniania bliźnich. Widać jednak coraz wyraźniej, że zarzucony od tysiącleci zwyczaj oglądania walk gladiatorów wraca do łask w nowej, technologicznie wyrafinowanej formule: wiele działających publicznie osób traktowanych jest tak, jak gdyby prezentowały się na wirtualnej arenie. I jak gdybyśmy mieli prawo decydowania o ich życiu za pomocą kciuków skierowanych w górę, względnie w dół.
 
Już za chwilę wszystkie najgorsze strony sieciowego gladiatorstwa obejrzeć będziemy mogli także w naszej lokalnej sieci – do wyborów przecież coraz bliżej. Może warto więc przypomnieć, iż (niezależnie od konkretnej osoby, od jej poglądów czy opcji politycznej) będziemy wypowiadać się o żywych ludziach - nie o chińskich małpkach na gumce z przypowieści Liroya. I nie chodzi tutaj o interes tych, których przyjdzie nam obrażać. Słowa mają z pieniędzmi jedną wspólną cechę – emitowane w nadmiarze bardzo mocno tracą na wartości. Im więcej będzie w internecie słów pozbawionych sensu, tym mniej sieć będzie znaczyła jako płaszczyzna komunikacji. Coraz trudniej odróżnić będzie słuszny obywatelski protest od pieniackiego bełkotu. Składniki sieciowej atmosfery dostarczane są w każdej sekundzie przez jego użytkowników. Być może doszliśmy już do punktu, gdy w wielu miejscach zaczyna brakować tlenu i jest to problem bynajmniej nie z Księżyca.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies