internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Wolne żarty

Pewna globalna sieć tak zwanych restauracji została onegdaj zawleczona przed oblicze sądu z powodu gorącej kawy. Powód dowodził, iż nie został stosownie ostrzeżony o wysokiej temperaturze płynu, w związku z powyższym należy mu się wysokie odszkodowanie. Na pamiątkę tego odszkodowania (owszem - wysokiego) pracownicy sieci do dziś wypowiadają magiczną formułkę o parzącym napoju w wielu przypadkach wywołując grymas zdumienia. W końcu po kawie powinniśmy się raczej spodziewać, iż będzie gorąca – dziwne byłoby, gdyby podano nam zimną. Przestrzeganie przed sprawami oczywistymi może komuś skojarzyć się z paranoją, ale może w tym szaleństwie jakaś metoda jednak jest. Od kiedy inna globalna sieć (zwana tym razem Facebookiem) rozpoczęła prace nad ostrzeganiem człowieka przed satyrą, sprawa stała się nad wyraz poważna. Innymi bowiem słowy coraz częściej widzimy nalepkę z napisem „ostrożnie – żart”.
 
 Nie, nie będzie naśmiewania się z dziennikarki, która poważnie odebrała informację sygnowaną „najlepsze zmyślone newsy w kraju”. To tylko nieoczytanie, niedoczytanie i ogólny brak orientacji – w sumie więc: nic ciekawego. Żart staje się ciekawy, gdy do jego wykonania ktoś zaprzęga supernowoczesną technologię, przed tym bowiem obronić się nie sposób. Zaprzęgamy – dajmy na to – samochód Google wykonujący rutynowe fotografowanie ulic miasta na potrzeby usługi Street View. Samochód anonimowy nie jest, rzuca się w oczy jak żółta łódź podwodna, ludzie go widzą, co więcej – przy odrobinie wyobraźni są w stanie przewidzieć, w którą stronę skręci. Dwóch szkockich mechaników samochodowych przewidziało, w którą stronę auto skręci i odpowiednio się przygotowało: jeden zaległ na trotuarze pięknie udając trupa, drugi (do kompletu) krążył wokół domniemanych zwłok dzierżąc w dłoni solidną siekierę. Udało się: fotka – choć na pewno nie z gatunku sweet – trafiła po jakimś czasie do światowego systemu i każdy mógł sobie siekierezadową scenę obejrzeć. Obejrzeć mogła również policja, która nie tylko obejrzała, lecz również wszczęła czynności i w końcu ujęła dowcipnych pracowników warsztatu.
 
 Technologiczny dowcip zrobili również użytkownicy społecznościowej tablicy ogłoszeń niespecjalnie przepadający za serią smartfonów opatrzonych godłem jabłka. Żart był wielopiętrowy, wymagał bowiem przygotowania specjalnej aplikacji na owe urządzenia oraz upowszechnienia tej aplikacji. Zgodnie z anonsem dowcipnisiów po zainstalowaniu programu iPhone miał zyskiwać zdolność ładowania baterii za pomocą dowolnej mikrofalówki; mało tego – proces całkowitego zapełnienia akumulatora miał trwać jedynie 90 sekund. Wielu osobom tak wyśrubowany parametr mocno zaimponował, wgrali więc sobie co trzeba po czym uroczyście usmażyli w kuchence swoje – dodajmy: dość drogie – smartfony. Jeśli ktoś będzie teraz szydził z nabranych na powyższe numery, niechaj pierwszy rzuci w nich jakimś wirtualnym kamieniem. I zrobi rachunek sumienia: ileż to razy zastanawialiśmy się, czy wyświetlany przez monitor obraz jest prawdziwy, czy stanowi jedynie ściemę? Widzimy – dajmy na to – polityka trzymającego w dłoniach kartkę z jakimś szokującym napisem. Może to dowcip i jakiś złośliwiec domalował, zmontował i opublikował. Ale może to sam bohater fotki wpadł na rewelacyjny pomysł podlizania się publiczności? W końcu podlizywano się tyle razy, tak głupio i w tylu wariantach, że wszystkie chwyty mogą zostać zastosowane. Akcja zresztą zagęszcza się coraz bardziej: autor wielu niezwykle popularnych dowcipów (z tym nieśmiertelnej akcji psa przebranego za pająka) Sebastian Wardęga został przez kogoś uśmiercony – na szczęście tylko na niby, w jednym z długiej i czarnej serii komunikatów o zgonie jakiejś popularnej osoby.

 Ciałom ustawodawczym należy więc nakazać ustanowienie praw wzorowanych na regulacjach antynikotynowych. Każdy żartobliwy obrazek, każda strona internetowa, każdy obliczony na satyrę tekst winien poświęcić 25% swojej objętości (tak jak pewien obszar paczki papierosów przeznacza się na ostrzeżenia), by oznajmić odbiorcy, iż chodzi jedynie o żart. Treść – do ustalenia, na przykład „dowcip może być przyczyną wielu groźnych chorób”. A tak na wszelki wypadek autor uprzejmie informuje, że ostatnie trzy zdania niniejszego felietonu to żart. Żeby potem nie było nieporozumień.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies