internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Świat po Karpaczu

Są nazwy geograficzne, które oznaczają przełom. Dzięki nim świat dzielony jest na dwie epoki – przed jakąś nazwą oraz po niej. Mamy więc rzeczywistość przed przekroczeniem Rubikonu i po przekroczeniu. Mamy Europę przed Waterloo i po Waterloo. Druga wojna światowa została podzielona na czas przed Stalingradem oraz czas po Stalingradzie. I choć czasem są nazwy wykoncypowane według bardzo subiektywnych kryteriów (jak Targowica czy  Magdalenka) wszystko wskazuje na to, iż najnowszym punktem zwrotnym w dziejach prawa internetowego stanie się Karpacz. A wszystko zaczęło się zwyczajnie.
 
Najzwyczajniej w świecie czterech anonimowych osobników regularnie obsmarowywało na lokalnym forum dyskusyjnym burmistrza Karpacza. Zarzuty też były także dość typowe: pijaństwo oraz zachowanie nie licujące z powagą sprawowanego urzędu. Niektóre źródła do opisanych na forum grzechów włodarza miasta dodają łapownictwo i nieudolność. W tym, że burmistrz (z braku prawdziwych i żywych ludzi) pozwał do sądu pseudonimy -  Loleczka, guestora777, hotelarza1977 oraz stawrosa77 – także nie ma nic dziwnego. Rzeczy takie zdarzały się wiele razy, sądy zaś czasem zlecały policji przeprowadzenie stosownych czynności, by ustalić prawdziwą tożsamość różnych Loleczków. Tak stało się i w Karpaczu, stróże prawa bez większych problemów ustalili numery IP maszyn, z których padły ciężkie słowa.
 
Przed wymiar sprawiedliwości trafiło zatem czterech panów: trzech biznesmenów oraz jeden funkcjonariusz podległej burmistrzowi Straży Miejskiej. Biznesmen numer jeden, choć – jak przyznaje – od lat ma z burmistrzem na pieńku, do autorstwa oszczerczych wpisów się nie przyznaje. Z nim sprawa będzie prosta, ponieważ policjanci nie byli w stanie udowodnić kto o północy korzystał z komputera Związku Gmin Karkonoskich. Rzeczony podejrzany mógł mieć dostęp do owego urządzenia, jednak w samym Związku zeznali, że „raczej dostępu nie miał”. Ciekawiej robi się dopiero przy kolejnych biznesmenach, którym zarzuca się używanie komputerów za pomocą hotelowej sieci wifi. A w hotelu, jak to w hotelu: kto chce, ten przyjdzie, włączy laptop i zaloguje się bez problemu.
 
Najważniejszy jednak (iście rubikonowy) przypadek stał się udziałem strażnika miejskiego – ten namierzony został precyzyjnie – komputer należy tylko do niego i wydawać by się mogło, że tłumaczenia nie będzie. A tu niespodzianka – pan strażnik posiada router, którego – jak sam zeznał – nie zabezpieczył hasłem. Uważa więc, że do jego sieci mógł podłączyć się każdy, kto tylko znalazł się w zasięgu kilkunastu (czy kilkudziesięciu) metrów od urządzenia – w zasięgu lokalnej, prywatnej sieci wifi. Teoretycznie więc mogła znaleźć się jakaś prawdziwa świnia, która w celu podłożenia świni panu strażnikowi warowała gdzieś w okolicy i wykorzystując jego router (a co za tym idzie i numer IP) wpisywała świństwa na burmistrza.
 
Choć - operując dużym skrótem myślowym – polskie prawo w odróżnieniu od amerykańskiego – nie opiera się na precedensach przed sądem stoi teraz niezwykle poważne zadanie. Jeśli da on wiarę tłumaczeniom Loleczka (bo taki pseudonim przypisuje się funkcjonariuszowi Straży Miejskiej) – już zawsze będzie można powoływać się na nie zabezpieczony hasłem router. Inny sąd może dać – rzecz jasna wiarę takiemu tłumaczeniu – może też (rzecz jasna) nie dać. Jeżeli z kolei sąd Loleczka uzna za winnego, narazi się na zarzut poszlakowego potraktowania obywatela. Alternatyw w omawianej sprawie jest niewiele: trudno bowiem wyobrazić sobie, że jakaś ustawa wprowadzi obowiązek zabezpieczania routerów przed użyciem przez osoby postronne lub ureguluje odpowiedzialność za brak takiego rozwiązania. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie w Polsce chiński model rozwiązania tej sprawy. W Pekinie pracują bowiem nad ustawą zabraniającą podawanie w internecie tożsamości innej niż prawdziwa. Pewne jest tylko jedno: najtęższym sieciowym filozofom nie śniły się prawne problemy jakie spowodować może jeden mały router. Tak samo, jak nie śniło im się, że miastem wyznaczającym prawne cezury będzie mały, niepozorny Karpacz.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies