internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Siekiera - motyka

Są instytucje, które przyjęliśmy z dobrodziejstwem demokratycznego inwentarza: szanujemy je i doceniamy ich powagę. Szczególnie dotyczy to sytuacji, gdy służą szlachetnym, wyciętym z rycerskiego etosu zasadom równych szans: dlatego tak bardzo przestrzegamy zasady ciszy wyborczej. W końcu trzeba dać obywatelowi szansę, by – po wyeliminowaniu straszliwego zgiełku kampanii – mógł zastanowić się spokojnie na kogo głosować. Jego głowy nie zaprząta już wówczas ani porównywanie czerwonego słupka z niebieskim, ani gromkie brzmienie partyjnej propagandy. Na czas ciszy partyjne tuby zastępowane są jedną tylko troską – czy na pewno nikt owej ciszy nie naruszył, a nawet jak ktoś naruszył, to momentalnie chcemy o tym wiedzieć. Niestety: teoria ta nie wytrzymuje próby zderzeniowej z internetem, bo natura globalnej sieci aż tak poważna nie jest. Dziennikarze głównego nurtu donieśli właśnie, iż internet wiedział wcześniej. Nielegalnie, absurdalnie i bezlitośnie wiedział kto wygrał wybory prezydenckie 2015.
 
 Nie tylko wiedział, ale dzielił się sam ze sobą ową wiedzą w sposób zakamuflowany, znany z okupacyjnych szyfrów typu „siekiera, motyka” używanych również współcześnie na CB radio w postaci „misie z suszarkami”. Ktoś w czasie owej ciszy zatweetował szyfrem: „Ruch ciasteczek cookies zasilił produkty ZM Duda (52,50 zł). Książka Camorra nie zyskuje w porze wieczorowej (47,50 zł)”. Ktoś inny porównał budyń do kisielu z uwzględnieniem procentowej różnicy w popularności obu pokarmów. W pierwszej turze doniesienia były podobne: „Ceny w menu z 19.00: szkocka 35,2 bigos 32, ciastka 19,5 mucha 4,5 mizeria 2,3 koniczyna 1,6”. Nie inaczej było z mówieniem o kandydatach – niespodziewaną karierę robiła (powiedzmy to sobie wprost – mocno idiotyczna) piosenka „Doo Dah” wykonywana przez zespół dziwnie ubranych muzyków. Czynności takie odnotować należy jako stosunkowo bezpieczne – trudno wyobrazić sobie organa ścigania, które ścigają kogoś za podanie ceny produktu Zakładów Mięsnych lub udowodnić związek jakiegoś teledysku z czyimś sukcesem wyborczym. No i w końcu nie po to mamy ten cały internet, żeby wiedzieć mniej.
 
 Cyrk prawdziwy jednakowoż odbył się dopiero na antenach telewizyjnych, gdzie nie tylko złośliwie poinformowano widza, iż internet już wie. Dodano także konspiracyjnym – siekiera, motyka - tonem, iż dziennikarze telewizyjni też już wiedzą, bo internet mają. Jeden z takich dziennikarzy pokazał nawet kartkę, na której miał zapisane kto wygrał wybory (bo mógł tego biedak nie zapamiętać), ale od razu zapowiedział, że nie powie kto. Na wszelki wypadek pokreślił sobie tę kartkę, żeby – broń Boże się nie pomylić i nie powiedzieć. Później przeprowadzał wywiad z panią, która też wiedziała, kto wygrał wybory (choć nie miała tego nigdzie zapisanego) i ona też nic nie powiedziała. Podsumowując: przedłużająca się cisza wyborcza wywołała sytuację, w której pracownicy telewizji, którzy znali wyniki wyborów nie podawali tych wyników ludziom, którzy też te wyniki – z internetu – już znali. Znali wyniki sami kandydaci, podobnie jak członkowie ich sztabów wyborczych. Wiedział każdy, kto chciał wiedzieć. Jak kraj długi i szeroki wiedza na temat wyników wyborów była powszechna i kompletna, jedynymi zaś osobami, które nie wiedziały kto wygrał wybory byli członkowie Państwowej Komisji Wyborczej.
 
 Jeżeli ktoś spodziewa się w tym miejscu ataku na instytucję ciszy wyborczej będzie – siekiera, motyka – zawiedziony. Cisza wyborcza powinna pozostać na wsze czasy, jest bowiem dowodem na nasz szacunek do demokratycznych i rycerskich ideałów. Dowodem, iż potrafimy trzymać gęby na kłódki nawet wtedy, kiedy już wszyscy tajemnicę znają. Wniosek będzie zupełnie inny, dotyczył będzie tak zwanej rozrywkowej funkcji środków masowego przekazu. Dominująca i rosnąca rola owej funkcji znajduje potwierdzenie nawet w tak poważnej – wydawać by się mogło instytucji – jak wyborcza cisza. Prezydenckie wybory z roku 2015 to dopiero początek: można było pobawić się w skojarzenia typu: mizeria – Ogórek, szkocka – Duda czy też myśliwska – Komorowski. Prawdziwi jajcarze już ostrzą swe intelekty na następne wybory i następne cisze wyborcze. Siekiera, motyka Drodzy Państwo.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies