internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Qui pro policja

Przebieranka jest bezcenna – zwłaszcza w powieści, której akcja utknęła w martwym punkcie. Mało tego, na pomyśle z udawaniem kogoś innego można zbudować całe libretto opery, fabułę filmu czy opowiadania. Pokojówka przebiera się za swoją panią, hrabia – za własnego lokaja i wszyscy mamy mnóstwo zabawy w czasie dochodzenia do etapu, kiedy każdy zakochuje się w kim trzeba. Szczególny pod tym względem był jeden z odcinków niezapomnianego serialu „Janosik”, gdy żołnierze przebrali się za zbójników, zbójnicy (w odpowiedzi) – za żołnierzy. Później odbyła się uczciwa bitwa górali z cesarskimi, podczas której jedni udawali drugich tak realistycznie, że można było stracić wątek. Wygrali nasi - takie qui pro quo.
 
Quo pro quo w internecie jest normą, wciąż ktoś podszywa się pod kogoś innego zaś udawanie jest w cenie. Wynalazki w owej dziedzinie wymieniać można bez końca – ot chociażby słynne nigeryjskie listy: ostatni patent polega na tym, że dostajemy mail od kapitana armii filipińskiej lub syryjskiej wdowy po zacnym człowieku. Ale prawdziwą nowością jest wirus Weelsof grasujący po polskiej sieci od kilku miesięcy. Od samego początku budził niesmak swoją bezczelnością, bo w pewnym momencie blokował ofierze dostęp do internetu wyświetlając jednocześnie planszę z informacją, iż blokadę założyła policja. Po prawej stronie komunikatu uwidoczniono przepiękne logo stróżów prawa oraz tekst mówiący, iż zdaniem domniemanej policji urządzenie wykorzystywane było w celach sprzecznych z prawem. A ponieważ winnych należy ukarać wirus żądał (w celu odblokowania komputera) przekazania kwoty 500 złotych lub 100 złotych europejskich – jak kto woli. Czyli: złapali nas, wpłacamy, uzyskujemy kod, kod wpisujemy na stronie i sieć znowu działa.
 
Później było zupełnie jak w operetce. Zareagowały zainteresowane czynniki – CERT Polska oraz polska policja. Umieszczono ostrzeżenia dodając do nich sporą dawkę poezji: między innymi takiej, iż oszust stworzył dzieło bardzo wiarygodne. Z opinią tą trudno się jednak spierać, bo w internecie znaleźć można ludzi, którzy uwierzą w absolutnie wszystko, nawet jeśli to wszystko ma wąsy zrobione ze słomy i kapelusz z demobilu. Podczas próby pobrania jakiejś kwoty w imieniu policji logika nakazuje (co prawda) kontakt z ową policją, zwłaszcza że dzięki Michałowi Fajbusiewiczowi numer zna każdy, no ale być może strona faktycznie jest wiarygodna a cały mechanizm Weelsofa – nie wzbudzający podejrzeń. Później operetka rozkręciła się na dobre, ponieważ i policja, i inne czynniki umieściły na swoich witrynach generator oszukujący wirusa. Zainfekowany obywatel mógł więc (z innego urządzenia) pobrać bezpłatny kod, wpisać go i obejść w ten sposób wirusa, który ewidentnie zostawał sposobem tym zrobiony w konia. Niestety – koń się zorientował i po jakimś czasie hasła przestały działać, prawdziwy dramat nastąpił jednak w chwili, gdy nawet wpłacenie euro czy złotówek nie pomagało – tak czy inaczej komputer pozostawał odcięty od świata.
 
Opisaną przebierankę różnią od dotychczasowych dwa elementy: po pierwsze – ktoś (zupełnie jak u Rosiewicza) przebrał się za policjantów, co samo w sobie jest przestępstwem zagrożonym w polskim prawie bardzo poważną karą. Może właśnie dlatego opis sytuacji na oficjalnej stronie oficjalnej policji brzmi jakoś operetkowo. Jakiś ledwo skrywany podziw dla oszusta, generatory kodów, wyjaśnienia, zabawa w kotka i w myszkę. A może przypadek ten należy potraktować dokładnie tak samo jak niektóre kategorie przestępstw, które są plamą na honorze i które ściga się o każdej porze dnia, nocy, na lądzie, wodzie oraz w powietrzu? W końcu ktoś najnormalniej w świecie zrobił z kogoś balona używając jego znaku: godła należącego do państwa i reprezentującego ludzi działających w imieniu tego państwa. W końcu złapanie tego, kto wypuścił wirusa jest tak naprawdę jedynie kwestią determinacji. Prawdziwego dochodzenia – także poza granicami kraju, prawdziwego samozaparcia i prawdziwej, śledczej roboty, której nie zastąpi tekst o pobraniu sobie wygenerowanego kodu. Różnica druga polega zaś na tym, że internetowe przebieranki nabierają coraz większego tempa i tak jak w filmie o Janosiku zbój może udawać przedstawiciela prawa. Ale jako się rzekło – to problem nie zbójów, lecz facetów w mundurach. O ile wiemy kto jest kim.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies