internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Proszę wstać

Nie jest zadaniem niniejszego tekstu rozstrzyganie sporu między Polskim Związkiem Piłki nożnej a grupą kibiców związek ów notorycznie, za pomocą internetu i nie tylko – atakujących. To sprawa sądu, bo pozew wpłynął, bitwa zaś rozpoczęła się na dobre. Warto jednak zauważyć drobny element, który w ferworze walki umknął uwadze wielu. Wszyscy bowiem skoncentrowali się na problemie czy można utracić coś, czego się nie ma – PZPN uznał bowiem, iż działalność nieformalnej grupy odbiera mu tak zwane dobre imię. Tymczasem prawdziwie rewolucyjna może okazać się koncepcja pani mecenas broniącej kibiców, a co za tym idzie – atakującej działaczy.
 
Przed sądem pani mecenas podzieliła się swoimi przemyśleniami z eksperymentu, który przeprowadziła osobiście przy pomocy wyszukiwarki Google. Eksperyment był dwuczęściowy, w pierwszym etapie w stosowne pole na stosownej stronie wprowadzono wyrażenia: „pzpn” oraz „korupcja”. Wyszukiwarka aż czknęła z wysiłku i wypluła z siebie setki tysięcy wyników. Później prawniczka wpisała „pzpn” i „uczciwość” i na monitorze zapanowała absolutna pustka. Na sali sądowej przestawienie takiego eksperymentu z pewnością robi ogromne wrażenie – to przecież wyraz vox populi, który (jak od dawna wiadomo) jest głosem dei. Niestety – z tak błyskotliwym poszukiwaniem prawdy mamy jednakowoż kilka problemów. Pierwszy jest czysto statystyczny, bo to nieprawda, że wyników „pzpn – korupcja” jest więcej niż „pzpn – uczciwość”. Jak byśmy nie próbowali – zawsze wychodzi jakieś kilkanaście tysięcy więcej uczciwości niż korupcji panów pod przewodnictwem Grzegorza Laty i nic na to nie można poradzić. Po drugie: wyszukiwarka nie dostarcza nam żądanego sensu wyrażenia, lecz jedynie arytmetycznie zebrane i sucho potraktowane słowa. Jeżeli więc gdzieś po drodze napotka zdanie „pzpn to zaprzeczenie uczciwości” - ochoczo wyświetli je w wynikach typu „pzpn – uczciwość”. Po trzecie wreszcie – googlastyczna statystyka jest mało obiektywna – jeden, przetworzony przez automaty link może rozrosnąć w wyszukiwarce do niebotycznych kilkutysięcznych rozmiarów, inna strona zaś zostanie pominięta całkowicie.
 
Pomysł pani adwokat ma jednakowoż swoje ukryte dno. Skoro bowiem można (a przynajmniej mieliśmy taką próbę) powołać wyszukiwarkę Google na świadka w sądzie, można też pójść za ciosem i spróbować zastanowić się co też dalej można z tej koncepcji zrobić. Można sporo. Bo jeśli założymy, iż wynik wyszukiwania jest dowodem na winę lub niewinność, to całe sądownictwo stanie się o niebo prostsze oraz pięć nieb szybsze. Podejrzany zamiast tracić czas na jakieś wielogodzinne dochodzenia doprowadzony zostanie przed oblicze Google, gdzie wpisane zostaną jego imię i nazwisko wraz ze słówkiem „korupcja” (względnie innym – w zależności od podejrzenia). Następnie to samo imię i nazwisko zderzone zostanie z wyrazem „niewinność” (uczciwość, praworządność – niepotrzebne skreślić). Na koniec sąd na kalkulatorze odejmie drugi wynik od pierwszego i gotowe: jeśli liczba będzie dodatnia – delikwent jest wolny, w przypadku liczby mocno dodatniej można mu nawet dać order. Jeśli wyjdzie wartość ujemna – trafia do celi.
 
Rozwiązanie takie prowadzi też prostą drogą do tak zwanego sądownictwa samoobsługowego. W końcu skoro każdy ma Google to może sam siebie zmierzyć pod kątem uczciwości. Jeśli wyjdzie, że coś z tą uczciwością nie za bardzo, można będzie nabyć (na przykład na Allegro) odpowiednią obrożę elektroniczną, która skutecznie wyegzekwuje areszt domowy. Tym samym sądy wreszcie nieco się wyludnią, wymiar sprawiedliwości odetchnie z ulgą, przestępczość spadnie do niespotykanych, mikroskopijnych wymiarów i zapanuje powszechna szczęśliwość. W końcu internet jest po to, żeby wszystko dało się załatwić bez wychodzenia z domu. Google zaś musiałoby w takiej sytuacji uzyskać immunitet sędziowski oraz nabyć tak zwane znamiona powszechnego szacunku. Na przykład poprzez wyświetlanie napisu przy każdym wywołaniu przeglądarki – proszę wstać, Google idzie.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies