internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Prawo, sprawiedliwość

Relacje między prawem a internetem przypominają często tytuł polskiego filmu sprzed lat, w którym pojęcie prawa skojarzono z pojęciem pięści. W zderzeniu z sieciową rzeczywistością Temida bowiem często słaniała się na nogach rażona nieprawdopodobnie dziwacznym światem, gdzie nic nie jest realne, a wszystko dzieje się tak szybko, że ani proces legislacyjny, ani nawet reakcja stróżów porządku nie są w stanie zrealizować sprawiedliwości chociaż na elementarnym poziomie. Z każdym jednak rokiem prawo coraz mocniej zbiera się w sobie, podnosi się z desek i dzielnie walczy.
 
Czasem jest to walka z wiatrakami, bo spam zalewa nas niezależnie od dobrej woli wszystkich zainteresowanych - postępu jednak nie sposób nie zauważyć. Jest - na przykład - spory postęp w ściganiu złodziei wirtualnych tożsamości w sieciowych grach: posypały się kolejne wyroki. Minęło już kilkanaście miesięcy od pierwszego procesu zakończonego skazaniem (trzy lata więzienia w zawieszeniu, nadzór kuratorski oraz 200 zł grzywny) za kradzież wyposażenia wirtualnego wojownika. Po wyroku ze Sławna przyszły następne. Policja nie reaguje już śmiechem na zgłoszenia typu - "ukradziono mi magiczne trzewiki", lecz udaje się na miejsce przestępstwa logując się do gry, czasem wchodząc w bardzo bliski kontakt z operatorem serwera - na przykład na terenie Niemiec. Bez wątpienia wymaga to od policjantów czy prokuratorów całkiem nowych kwalifikacji, zwłaszcza że poszukiwania przedmiotów zmieniających nielegalnie właściciela mogą trwać całymi latami - znaleziono na przykład część ekwipunku rycerza należącego do użytkownika spod Limanowej, jednak sama postać wciąż ukryta jest gdzieś w mrokach internetu. To i tak jeszcze niewiele w porównaniu z prawnym dorobkiem całego świata - japońscy policjanci aresztowali już panią podejrzaną o zabicie awatara swojego życiowego partnera. Po rozwodzie, z zemsty - skasowała ono konto w grze należące do byłego męża.
 
Polskie prawo próbuje radzić sobie także z naruszaniem dóbr osobistych: celowi temu służyć mają nowe narzędzia teleinformatyczne projektowane na potrzeby Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zgodnie z zapowiedziami szczególne zainteresowanie owych narzędzi mają wywoływać osoby ukrywające swoją prawdziwą tożsamość za serwerami proxy czy siecią TOR - choć w sprawie skuteczności takich rozwiązań można mieć sporo wątpliwości. Nie od dziś wiadomo, że sieciowe operacje firmowane przez organa państwa często grzeszą nieudolnością czy wręcz niekompetencją - z drugiej jednak strony - coś czasem się udaje. Całkiem sprawnie działa już system naboru uczniów do szkół ponadgimnazjalnych, znacznie szybciej niż kiedyś poznajemy wyniki głosowania publikowane przez Państwową Komisję Wyborczą. I wszystko to odbywa się za pośrednictwem internetu. Ustawowe regulacje zapowiedziano także w sprawie praw konsumenta - mowa o procederze wyłudzania płatnych sms-ów.
 
Są i przykłady z zakresu prawa autorskiego - szwedzki sąd apelacyjny wydał właśnie bardzo ważny wyrok: nie tylko podtrzymano w nim karę dla Gottfrida Svartholma - założyciela witryny The Pirate Bay (rok więzienia), ale dwukrotnie zwiększono i tak już wysoką grzywnę. Batalia z serwisem objęła już zresztą całą Europę - niektórzy dostawcy sygnału sieciowego z Belgii i Norwegii otrzymali już sądowe nakazy zablokowania dostępu do domen Pirate Bay.
 
Świat po nastaniu globalnej sieci nigdy już nie będzie taki jak kiedyś. Odczuli to zarówno właściciele praw autorskich (którzy stracili niemało), politycy czy inne osoby publiczne (którzy usłyszeli na swój temat niemało) oraz zwykli zjadacze internetu (którzy wycierpieli niemało). Epoka w której obowiązywała mentalność zbója przy drodze zdaje się jednak powoli kończyć, bo Temida zrozumiała, że za niezrozumiałymi protokołami internetowymi, dziwacznymi zainteresowaniami różnych ludzi i procederami uprawianymi w sieci są ukryci prawdziwi, realni ludzie. Ludzie dotknięci czasem prawdziwą stratą finansową czy też prawdziwym, niczym nie usprawiedliwionym atakiem personalnym. I choć prawo zawsze będzie miało poważny problem, by nadążyć za siecią - być może coraz bardziej zbliża się do zwykłej, analogowej sprawiedliwości.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies