internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Owca jak koń

Opowieść to stara jak świat: trzeba wziąć jakąś niewinną postać, schować w niej coś podstępnie i przy pomocy tak skonstruowanej pułapki odnieść sukces. Fortel udał się wiele razy, bo i mieszkańcy Troi nie widzieli niczego złego w poczciwym koniu z drewna, i (nieźle kombinujący skądinąd) smok z pełnym spokojem zeżarł nafaszerowaną siarką owcę. Technologia zaproponowana przez Achajów oraz szewczyka Dratewkę całkiem skutecznie stosowana jest w realiach internetu XXI wieku – tyle, że tym razem nazywa się Sweety, jest dziesięcioletnią dziewczynką pochodzącą z Filipin, zaś swoją sieciową karierę zaczęła w połowie 2013 roku. Stale gości na czatach i komunikatorach wideo gdzie rozmawia z dziesiątkami tysięcy osób. I jak sama mówi – nie jest realna.
 
 Choć Sweety realna na pewno nie jest, bo stanowi jedynie wizualny efekt działania oprogramowania, może prowadzić całkiem realne rozmowy. To awatar zdolny do logicznej konwersacji, pojawiający się na ekranie swojego rozmówcy jako doprowadzony do perfekcji wizerunek małej dziewczynki. Gdy pod koniec 2013 roku ogłoszono publicznie efekty pracy Sweety, okazało się, iż automat jest niezwykle wydajny: w ciągu ponad siedemdziesięciu dni odbył rozmowy z dwudziestoma tysiącami różnych osób. Tysiąc z tych rozmów (przeprowadzonych z siedemdziesięciu krajów) miało charakter pedofilski – zawierało propozycje świadczące o złych zamiarach bardzo konkretnych osób.
 
 Prowadząca akcję fundacja z Holandii - Terre des Homme poszła za ciosem i poinformowała o pedofilskich konwersacjach Interpol; ten zaś zawiadomił służby policyjne poszczególnych krajów. W efekcie doszło do postawienia zarzutów pierwszemu polskiemu rozmówcy Sweety – panu w średnim wieku, który zamieszkuje województwo śląskie. Zarzuty są dwojakiego rodzaju – z jednej bowiem strony dotyczą składania propozycji seksualnych osobie niepełnoletniej, z drugiej (i to jest już znacznie bardziej namacalny konkret) – komputer podejrzanego zawierał materiały o charakterze pedofilskim. Sprawa bez wątpienia mieć będzie tysiąc podtekstów, także prawnych, bo w końcu nawet jeśli wspomniana propozycja seksualna zostanie udowodniona, złożono ją przecież nie prawdziwemu człowiekowi, lecz awatarowi bez jakiejkolwiek osobowości. Dodajmy – na szczęście awatarowi, nie zaś prawdziwemu dziecku. Zacierający ręce adwokaci obrony nie powinni jednak cieszyć się zbyt wcześnie: wiemy już, że można skazać obywatela za kradzież przedmiotu, który realnie nie istnieje, wiemy iż często sąd stosuje analogie do zachowań pozasieciowych, co raczej nie jest dobrą wróżbą dla podejrzanego pana. Sweety – niezależnie od łatwych do przewidzenia wyroków – wykonała jeszcze mnóstwo pracy w nieco innym charakterze: wizerunku uświadamiającego wielu ludziom jak łatwo o przestępstwo w realiach świata wirtualnego. Jak niewiele trzeba, by napotkać w sieci osobę o jednoznacznie złych skłonnościach, jak bardzo chronić trzeba dzieci przed zagrożeniami płynącymi z internetu. I jak przy pomocy nowoczesnej technologii powstała zupełnie nowa postać horroru. Horror filmowy na kanwie przejawów pedofilskiej działalności w sieci powstał już zresztą w 2005 roku, jego tytuł brzmi „Pułapka” (Hard Candy). Tam jednak przynęta jest prawdziwa i sama wymierza sprawiedliwość.
 
 Od słynnego podpisu pod rysunkiem Petera Steinera „w internecie nikt nie wie, że jesteś psem” minęło już ponad dwadzieścia lat; przeżyliśmy w tym czasie wiele przeróżnych akcji wymierzonych w sieciowe zachowania przestępcze i aspołeczne. Udawanie, że pedofilii internetowej nie ma, do niczego nie prowadzi – podobnie jak teoria, że to wszystko jest gdzieś daleko i nas na pewno nie dotyczy. Owszem – sztuczna dziewczynka teoretycznie mieszka gdzieś na Filipinach, wymyślono ją w Holandii, ale człowieka, który został za jej sprawą postawiony przed sądem mogliśmy co dzień spotykać na ulicy naszego miasta. Pomysł ze Sweety jest dobry, bo z jednej strony działa bardzo skutecznie, z drugiej – jest widowiskowym sposobem na przestawienie szerokim kręgom społeczeństwa trudnej i bolesnej sprawy. Może dlatego polska policja także poważnie zainteresowała się wykorzystaniem sztucznych osobowości w działaniach operacyjnych. Bo choć pomysł – jako się rzekło – znany jest od lat, to najważniejsze, że skutecznie działa.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies