internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Organy i organy

Sprawa nie jest ani prosta, ani przyjemna, bo przeważająca część osób decydujących się na opisany poniżej krok czyni to z prawdziwej desperacji. Dramat i rozpacz są fundamentem całej sprawy, później są już tylko emocje: zdrowe i niezdrowe. Bo o tym, że czarny samochód radzieckiej produkcji porywa ludzi (między innymi po to, żeby im wyciąć wątrobę) słyszeliśmy już kilkadziesiąt lat temu. O tym że jakaś pani poddała się operacji w odległym kraju a po jakimś czasie okazało się, że przy okazji lekarze ukradli jej jedną nerkę – słyszymy i dziś. Problem jest więc wybitnie wielopiętrowy, na szczycie problemu zaś znajduje się prawo.
 
Polskie prawo rękami swoich stróżów zaingerowało ostatnio w internetowe ogłoszenia: policjanci z Gorzowa w trakcie rutynowego sprawdzania globalnej sieci (pod kątem przeróżnych anonsów) trafili na pana, który oferował na sprzedaż własną nerkę. Z jednej strony ich reakcja nie mogła być inna, mamy bowiem stosowną, obowiązującą od kilku ładnych lat ustawę, która w punkcie 43 mówi wyraźnie, iż kto rozpowszechnia ogłoszenia o odpłatnym zbyciu, nabyciu lub o pośredniczeniu w odpłatnym zbyciu lub nabyciu komórki, tkanki lub narządu w celu ich przeszczepienia, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub karze pozbawienia wolności do roku. Ustawa o o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek oraz narządów kwestię anonsów traktuje dość szeroko, złapany ogłoszeniodawca nie tylko narobił więc kłopotów sobie samemu, ale mógł też zaszkodzić osobom prowadzącym sieciowy serwis. W końcu oni też rozpowszechniali – choć może nie do końca świadomie.
 
Kwestia świadomości jest zresztą tutaj kluczowa: jak polski internet długi i szeroki, mało kto zdaje sobie sprawę z przepisu ustawy transplantacyjnej, zaś liczba ogłoszeń dotykających sprzedaży organów idzie w tysiące. Oferta jest naprawdę bogata, bo większość oferentów świetnie opanowała temat: wiedzą, iż trzeba podać swój (młody) wiek, określić grupę krwi – dobrze jest też operować od razu konkretną ceną oraz zadeklarować pełną dyspozycyjność. Przy pomocy wyszukiwarki Google policja mogłaby więc nie tylko złapać jednego pana z Gorzowa, ale skutecznie wsadzić na ów wspomniany rok całe tysiące obywateli. Jeżeli tego nie robi, to może dlatego, że faktycznie u źródeł procederu jest z jednej strony ludzka nieświadomość, z drugiej – desperacja jednostki przypartej do życiowego muru. Na forach aż roi się od historii tłumaczących zjawisko: długi, wierzyciele, kredyty, komornik, alkoholik w rodzinie, leczenie dziecka, leczenie rodziców – nawet jeśli co dziesiąta z opowieści tych jest prawdziwa – i tak widzimy dramat. Tragedię, którą desperat rozwiązać chce sprzedając kawałek samego siebie. Dlaczego jednak policja zaatakowała w Gorzowie? Być może dlatego, że – jak twierdzą i przedstawiciele prawa, i działacze pozarządowych organizacji zorientowani w temacie – jedynym prawdziwym wygranym organowego biznesu są przestępcy – pośrednicy. Ludzie żerujący na nieszczęściu innych, wykorzystujących bez litości cudze kłopoty. Przeciw nim prowadzi się, choć często bez wielkiego medialnego rozgłosu, prawdziwe bitwy: są i zatrzymani, i słuchający zarzutów, i aresztowani.
 
Świat robi to zresztą od dawna: na Ukrainie aresztowano trzech chirurgów biorących udział w nielegalnym transplantacyjnym procederze, w Chinach ujawniono przypadek nastolatka, który sprzedał bezprawnie swoją nerkę, bo chciał za uzyskane w ten sposób pieniądze kupić nowy model iPada. Organizacja Human Rights Watch udokumentowała casus pobrania narządów od osoby skazanej na karę śmierci, tuż za naszą granicą – w Czechach już w 2003 roku doszło do zakrojonego na olbrzymią skalę śledztwa w sprawie handlu tkankami. Sieciowe ogłoszenia z ofertami pojawiają się w Rosji, Grecji, Hiszpanii, Włoszech - szczególnie zaś – Serbii, zgodnie z opiniami ekspertów: handel trwa w najlepsze. Pan z Gorzowa prawdopodobnie uniknie kary: przyznał się i wyraził skruchę; przed sądem zapewne więc zrozumienie. I nam zresztą proces rozumienia często w internetowej aktywności winien być uruchamiany: związek tego, co wpisujemy na naszej klawiaturze w chwili wielkich emocji z konsekwencjami powinien być wyraźny. Tak jak części zamienne do człowieka mają znaczeniowy związek z przeszukującymi internet policjantami – to po prostu organy.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies