internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Odrobina szczęścia

Rzetelny poseł do parlamentu dba, by prawo było emanacją sprawiedliwości, walczy z legislacyjnymi bublami oraz wykazuje dbałość o wysokie standardy aktów opuszczających Sejm. Nikogo nie powinna więc dziwić inicjatywa grupy parlamentarzystów (z sierpnia 2013 roku), którzy powołali do życia Parlamentarny Zespół do spraw efektywnej regulacji gry w pokera. Zdaniem rzeczonej grupy regulacje dotychczasowe efektywne nie są, ponieważ prawo uznaje ową grę za hazardową. Tymczasem – zdaniem wspomnianych parlamentarzystów – w pokerze o wygranej decyduje nie szczęście (jak w typowych rozgrywkach zwanych hazardem), lecz umiejętności. Dlatego w punkcie pierwszym regulaminu zespołu zapisano, iż jego celem jest – między innymi - propagowanie rywalizacji pokerowej w obrębie parlamentu polskiego i w kontaktach z posłami innych krajów.
 
 Nie nam rozstrzygać czy pokerowy sukces zależy od szczęścia, czy też od umiejętności, w końcu na upartego każdy może stwierdzić, iż w kości też trzeba umieć grać, no a prawdopodobieństwo wygrania w rosyjską ruletkę wynosi aż 83,33 procenta. Możemy co najwyżej pogratulować posłom polskiego parlamentu wyczucia istotnych problemów społecznych, bo jak kraj długi i szeroki elektorat lekceważy wszak kwestie służby zdrowia, system podatkowy, kłopoty szkolnictwa czy infrastruktury. Ludowi zależy jedynie na tym, by sobie pograć w pokera. A skoro zaliczyliśmy odpowiednią dawkę sarkazmu możemy przejść do prawdziwego hazardowego problemu. Polski lud – jak wykazała kontrola – na potęgę hazarduje się w zagranicznych systemach on-line: konkretnie ujawniono 24 636 przedstawicieli ludu, którzy grali w nielegalnych (bo nie odprowadzających w Polsce podatków) grach reprezentujących internetowy hazard. Mało tego – kontrolerzy Służby Celnej ustalili, iż spośród owych tysięcy graczy aż 17 700 osób wygrało. Łącznie równowartość 27 milionów złotych.
 
 Państwowa służba nie zachwyciła się niestety nieziemskim wynikiem, choć w końcu nikt jeszcze nie widział, by na 24 osoby odwiedzające szulernię w Monte Carlo 17 wyszło z wygranymi. Służba – przy pomocy innych służb – zaczęła więc egzekwować kary: orzeczono a to trzy tysiące złotych, a to dwanaście tysięcy. I wtedy pojawiły się wątpliwości. Bo skąd (tak na przykład) wiadomo, iż polski obywatel grający w tajwańskim systemie ruletkowym grał akurat z Polski? W końcu wszyscy znamy chomika, który jest cypryjski. No i skąd Służba Celna wiedziała kto wygrał? Tajemnica wiedzy Służby długo się nie utrzymała, bo w internecie wielu tajemnic tego typu utrzymać się nie da – wspólnym mianownikiem wygranych i skazanych okazał się być jeden z banków. Bank ów – co oczywiste – odmówił komentarzy i zasłonił się tajemnicą, choć zapewne z tajemnicami kojarzony już nigdy nie będzie. Później zrobiło się jeszcze ciekawiej, ponieważ Służba Celna w specjalnym komunikacie zaczęła zachęcać e-hazardzistów do zgłaszania wygranych powołując się na instytucję czynnego żalu znaną z Kodeksu Karnego Skarbowego. Jednym słowem – zgłoś się obywatelu, nie zostaniesz ukarany, zabierzemy ci jedynie wygraną.
 
 Właśnie w tym miejscu zaczął się prawdziwy hazard, bo najwyraźniej państwowa służba usiłuje uregulować coś, o czym posiada jedynie wiedzę iluzoryczną. Podawane z dokładnością do jednej osoby dane, uroczyste komunikaty na stronie internetowej, enuncjacje prasowe są bowiem jedynie nieudolną próbą udowodnienia, iż państwo zjawisko potrafi objąć swoim państwowym zamysłem. Tak się składa, iż wartość hazardu on-line odbywającego się w polskiej szarej strefie oszacowano już dość dokładnie – wyszło około pięciu miliardów złotych. Pojedyncze wyroki, jazda po bankowej bandzie oraz swoista gra w czikena (czy to przypadkiem nie jest hazard? ) proponowana podatnikom to jedynie wyraz bezsilności i bezradności. Karać w pierwszym rzędzie należy bowiem nie tych, którzy grają, a tych którzy nielegalną grę organizują. A aby to zrobić potrzebujemy dość istotnych zmian w całej lawinie przeróżnych ustaw. Służba winna się więc raczej zwrócić po wsparcie do parlamentarzystów – tyle, że oni akurat mają ważniejsze sprawy na głowie. Na przykład – promocję pokera.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies