internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kara regulaminowa

Sprawa wygląda jak raj dla satyryków: oto firma specjalizująca się w produkcji i sprzedaży okularów wykazała się krótkowzrocznością, zaś bystre oko Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dopatrzyło się w regulaminie internetowego sklepu wspomnianej firmy niezgodności z prawem. Finał jednakowoż satyryczny nie był – na właściciela wirtualnego e-marketu nałożono całkiem realną karę przekraczającą 360 tysięcy złotych. Przypadek to pozornie banalny, nie wybiegający poza schemat zbrodni i kary; większość komentatorów przeszła więc nad nim do porządku dziennego. Nad sprawą kary za regulamin warto jednak zatrzymać się na chwilę – to prawdziwy znak czasu.
 
 Zapis prawa mówiący o możliwości zwrotu towaru zakupionego on-line bez żadnych konsekwencji w ciągu dziesięciu dni także jest pozornie prosty i oczywisty. Skoro bowiem konsument kupuje coś bez możliwości obejrzenia tego czegoś, powinien być chroniony przed zakupem, który wcale nie musi mu w finalnym efekcie odpowiadać. Zapis więc jest, ale z pewnością wzbudza zawiść (względnie żal) wszystkich tych, którzy prowadzą zwykłe sklepy. Za sprawą pewnego i solidnego mechanizmu prawnego sprzedawcy przez internet zyskali ogromną przewagę: nic tak nie zachęca klienta jak bezproblemowy, wynikający z ustawy i nie podlegający żadnym dyskusjom zwrot towaru. Skoro w placówce on – line nie trzeba się tłumaczyć ze zwrotu, klient woli kupować tam, wspomniany przepis można więc traktować jako poważną promocję sprzedaży internetowej. Podobnie jak sprzedaż internetową uznać można za promocję usług kurierskich, bo w ostatecznym rozrachunku zyskuje także firma dostarczająca przesyłki; dostawcy przeżywają więc prawdziwy renesans zysku.
 
 Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dopatrzył się w regulaminie firmy od okularów aż sześciu istotnych błędów, z czego ten o zwrocie jest najbardziej widowiskowy. Niewiele ustępuje mu zapis mówiący o niemożności zwrotu okularów w sytuacji, gdy zostały one odpakowane. Tak się bowiem składa, iż trudno sprawdzić sposób działania soczewek (szczególnie tych ze szkieł kontaktowych), gdy spoczywają one w oryginalnie opakowanym zamknięciu z folii. Punkt regulaminu kłóci się więc nie tylko z prawem, ale i elementarną logiką, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie zdyskwalifikuje okularów bez założenia ich na własny nos – a tego właśnie żądał sprzedawca. Przy okazji wyszło regulaminowe szydło z worka, bo choć urząd zareagował, karę nałożono a okularowy potentat wycofał się ze swoich przepisów – nie wiemy ilu konsumentów wcześniej na całej sprawie ucierpiało, tak samo jak nie wiemy (i nigdy się nie dowiemy) ile jeszcze takich regulaminów w sieci kwitnie sobie w najlepsze. Czy nam się podoba, czy nie – funkcjonując w wirtualnym świecie nieustannie zawieramy jakieś umowy. Instalujemy oprogramowanie: umowa, zakładanie konta w jakimkolwiek serwisie: umowa, często wizyta na stronie internetowej także zwieńczona jest umową generującą skutki prawne. Przeciętny zjadacz internetu zauważył problem ten dopiero wtedy, gdy postawiono mu przed oczami masowo emitowany komunikat o ciasteczkach. Umowa problemem nie jest, chyba że zaczyna występować w nadmiarze; gdybyśmy chcieli wszystkie te porozumienia analizować i konsultować (ba – nawet przeczytać), przestalibyśmy mieć już czas na cokolwiek innego.
 
 Miło więc, że pan prezes zareagował, miło że z sieci zniknął jeden wadliwie skonstruowany regulamin. Ale prawdziwy zysk ze sprawy tej mielibyśmy wtedy, gdyby subtelna mechanika prawniczej precyzji skierowała uwagę producentów oraz konsumentów na rolę tego, co nazywamy umową. Na prosty fakt, iż prawo stanowione przez firmę (zwane regulaminem) nie może stać w sprzeczności z prawem wyższego rzędu stanowionym przez państwo. Że stawianie kupującego w sytuacji bez wyjścia, choćby przez zaskoczenie go konsekwencjami odpakowania okularów, nie jest wcale drogą do przodu. Wreszcie – że regulaminy trzeba nie tylko umieć czytać, ale także – należy nauczyć się je pisać. A natłok spraw o podobnym charakterze, których w przyszłości będziemy mieli coraz więcej powoduje, że sieciowa gospodarka uszczęśliwiła nie tylko grupę zawodową kurierów dostarczających przesyłki. Bez wątpienia zyskają także prawnicy – znacznie zresztą więcej.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies