internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Impreza masowa

Nowoczesne technologie przydają się również w tak zwanych zaskakujących momentach. Wiedzą o tym wszyscy posiadacze specjalnej aplikacji na smartfony: imitacji koncertowej zapalniczki. Onegdaj – w czasie wykonywania wybitnie rzewnych i trafiających w sam środek serca utworów („Wind Of Change” Scorpionsów względnie „Przeżyj to sam” Lombardu) widownia wyciągała prawdziwe, analogowe zapalniczki, by płomieniem podkreślić swoje emocje. Teraz smartfonowa apka robi dokładnie to samo, tyle że bezpieczniej, bo bez otwartego ognia. Na imprezie masowej trzeba bowiem uważać. Nie wolno wnosić tego i owego, nie wolno robić różnych rzeczy, no i – rzecz jasna – czegoś tam rejestrować nie wolno. Niestety: na imprezie nie jest aż tak łatwo, jak w masowym kinie, gdzie nielegalnych nagrywaczy można namierzyć noktowizorem. Stąd lektura umów zawieranych przez gwiazdy masowej kultury w celu odbycia masowej imprezy jest wyjątkowo ciekawa. Czytamy więc umowy.
 
 Gwiazda numer jeden wpakowała sobie do kontraktu zapis mówiący, iż „Organizator zobowiązuje się do poinformowania służb porządkowych oraz publiczności o zakazie filmowania i nagrywania koncertu w sposób ciągły oraz egzekwowania tego od publiczności”. Na cierpliwym papierze zapisać można wszystko, trudniej jednakowoż będzie sprawdzić, czy publiczność posiadająca przy sobie (tak mniej więcej) tysiąc uruchomionych smartfonów nagrywa w sposób bardziej lub mniej ciągły. Na szczęście „strony umowy dopuszczają możliwość robienia zdjęć w trakcie koncertu przez publiczność nieprofesjonalnym sprzętem fotograficznym”. Nie dodano jednakowoż który sprzęt jest profesjonalny, a który nie jest, co może powodować pewne nieporozumienia. Inna gwiazda też ma problem z profesjonalizacją ogłaszając w umowie, iż „Organizator (…) zobowiązuje się nie dopuścić do profesjonalnego rejestrowania dźwięku lub obrazu wykonania przez jakiekolwiek osoby”.
 
 Znaczna część umów wygląda mniej więcej tak, jak gdyby pisano je w latach siedemdziesiątych dwudziestego (a może nawet dziewiętnastego wieku). Dopiero lektura stosownego paragrafu kolejnej umowy kolejnej gwiazdy rzuca nieco słońca na omawiane zjawisko: „Organizator (…) zobowiązuje się nie dopuścić do rejestrowania dźwięku, obrazu wykonania przez jakiekolwiek osoby umieszczając w widocznych miejscach informacje o zakazie nagrywania profesjonalnego – nie dotyczy nagrywania za pomocą urządzeń mobilnych typu smartfon”. Więc jednak ktoś przyjął do wiadomości zwyczaj nagrywania i publikowania w internecie relacji z koncertu. W czasie koncertu gwiazda idzie za ciosem: prosi publiczność, by podnosiła ręce i skoncentrowała się, bo za chwilę zostaną wykonane zdjęcia na fanpejdż. Znów udało się wykonać jakąś umowę: ludzie sobie pofilmowali, wykonawca zdobył widowiskowe fotografie dla celów własnej reklamy.
 
 Może właśnie w tym miejscu tkwi istota sprawy, bo (jakimś dziwnym trafem) gwiazdy nie pozwalające na żadne tam smartfony również zastrzegają sobie prawo fotografowania, filmowania i publikowania zapisów z koncertów - w tym także używania wizerunków przedstawicieli publiczności. Tak się jednak składa, że również w szołbiznesie obowiązuje zasada wzajemności. Żeby coś wyjąć (to znaczy mieć swoją publiczność – w tym: kupującą muzykę) należy wpierw coś włożyć (dać coś od siebie, chociażby prawo do zarejestrowania koncertu). Wiele gwiazd obrażonych na cały świat z powodu braku wyników finansowych za całe zło tego świata wini internet: w końcu tam słuchają bez płacenia, publikują nie uiszczając i robią co im się podoba. W dodatku globalna sieć wynosi na szczyty jakichś wykonawców, którzy według starych i sprawdzonych kryteriów w ogóle nie powinni zaistnieć. Wystarczy jednak zdać sobie sprawę z prostej zmiany, jaka dokonała się w przemyśle muzycznym ostatnich dwudziestu lat: pojawiło się coś całkiem nowego. Oprócz masowej kultury i masowej imprezy doszła jeszcze – konieczna jak tlen – masowa komunikacja z potencjalnym odbiorcą. Ci, którzy rozmawiają – przeżyją, inni – niestety nie. To jeszcze jedno prawo, które chyba powinno zagościć w masowo podpisywanych umowach.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies