internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Drugi rodzaj filmu

Niejaki Ramirez (posługujący się imionami Tuco Benedicto Pacífico Juan Maria), bohater filmu w reżyserii Sergio Leone, zwykł dzielić wszystko na dwie grupy. Być może to pewne uproszczenie, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, iż coś w logice owej jest. No bo pomyślmy: cały kraj wpatruje się jak urzeczony w sieciowy filmik, na którym kierowca samochodu ściga się z motocyklistami jeżdżąc a to pod prąd, a to na czerwonym świetle, a to zajeżdżając komuś drogę. Potępienie, kara i napiętnowanie pirata są w tej sytuacji oczywiste, jednak (jak mawiał westernowy rewolwerowiec) na YouTube są dwa rodzaje filmów. Jedne cieszą się popularności, jak wspomniane dzieło z warszawskich ulic. Takie produkcje widział każdy, jeśli nie w internecie, to w telewizji. Ale są i filmy drugiego rodzaju – równie pouczające, ale z niewielką oglądalnością.
 
 Film z niewielką oglądalnością opublikował osobnik przedstawiający sam siebie (w dodatku po angielsku) jako wioskowy głupek. Operator kamery pokazuje nam przestrzeń położoną bezpośrednio pod balkonem budynku, przestrzeń – dodajmy – dość banalną, bo nasyconą tym co zawsze jest pod balkonem: kubłami na śmieci oraz zaparkowanymi samochodami sąsiadów. Niezwykły w filmiku jest autentyczny niedźwiedź, który ni z tego, ni z owego pojawia się na osiedlowej ścieżce; zwierzak spokojnie przemieszcza się w sobie znanym kierunku. Z kierunku przeciwnego nadchodzi człowiek; osobnik na tyle zaabsorbowany czynnością tworzenia sms-a, że nie tylko nie zauważa misia, ale niemal na niego wpada. Dopiero w ostatniej chwili orientuje się w niebezpieczeństwie i szuka ratunku rzucając się do ucieczki. Choć to tylko gag z cyklu Tom i Jerry, nieźle ilustruje zjawisko oderwania od rzeczywistości osoby, która wysyła krótką wiadomość tekstową.
 
 Wiadomość niby jest krótka, bo ograniczona wymogami technologii – problem w tym, że potrafi nieźle namieszać w głowie. Może dlatego, że i ekrany dotykowe z klawiaturą wirtualną, i realne klawiatury szczególnie dużymi rozmiarami nie grzeszą stanowiąc kompromisowy choć często podszyty hipokryzją ukłon w stronę użytkownika. W końcu to każdy z nas chce mieć smartfona, który z jednej strony będzie lekki oraz mały a z drugiej – wyposażony w gigantyczny, wydajny ekran. Aby więc trafić w odpowiednią literę trzeba się starać i koncentrować, bo nie każdy ma kciuk siedmioletniej Koreanki. Na dodatek urządzenie do wysyłania sms-ów zmieniamy tak często, że trudno dojść do jakiejś kosmicznej biegłości, no i jeszcze jest adresat, przycisk wysyłania, emotikony oraz radości innych sto. Wymagane jest więc skupienie, a warunkach skupienia łatwo wejść na niedźwiedzia względnie popełnić inny życiowy błąd. W dobie obserwowania wariata gnającego ulicami Warszawy umyka nam więc problem znacznie poważniejszy: powszechne pisanie sms-ów za kierownicą jadących pojazdów. Poważniejszy, bo po pierwsze – aż takich wariatów nie ma jednak zbyt wielu, po drugie – instytucje przewidziane do zwalczania tego rodzaju wariactwa na pewno poradzą sobie ze sprawą znacznie szybciej, niż z plagą sms-owania.
 
 A jest z czym walczyć: badania w zachodniej części kontynentu mówią wyraźnie, że niemal połowie kierowców zdarza się wysyłać sms-y w czasie prowadzenia auta. I może nie byłoby nad czym kruszyć kopii, gdyby nie inne badania – wykazujące dobitnie, iż dekoncentracja kierowcy w takim przypadku jest znacząca: czas reakcji wydłuża się o 35%. Dochodzi do tego odrywanie wzroku od jezdni, rozkojarzenie, użycie do sterowania autem tylko jednej ręki. Badacze z brytyjskiego laboratorium skupili się jednak na refleksie i wspomniane 35% wynikające z pisania sms-a porównali z wydłużeniem czasu reakcji po marihuanie (21%) oraz alkoholu (12%). Nie oznacza to – rzecz jasna – że samochód lepiej jest prowadzić po pijanemu; obrazuje jedynie skalę problemu. Bo w statystykach wypadków drogowych, także tych ze skutkiem śmiertelnym, schowana jest niechlubna prawda o samochodowym sms-owaniu: ustawowo zakazanym, lecz ciągle powszechnie stosowanym. Również w tym miejscu kłania się filmowy banał pana Tuco Ramireza: są dwa rodzaje przestępców – jedni epatują i szokują. Ale są i inni: żyją cicho, spokojnie, nie rzucając się w oczy wysyłają swoje sms-y.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies