internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Droga Drzymały

Tego wieczoru Drzymała najnormalniej w świecie został wykopany z karczmy. Może i dobrze, że sprawy przybrały taki właśnie obrót, bo miał już Michał dosyć, wypita gorzałka uporczywie krążyła w układzie krwionośnym, przez głowę - jedna za drugą - przebiegały chaotyczne myśli. Nie można było nawet powiedzieć, że wracał do domu, bo domu nie miał. Miał za to świadomość, że jeżeli szybko czegoś nie wymyśli, także i pruska władza wykopie go – tym razem z dopiero co nabytej ziemi. Powtarzał więc sobie w kółko – myśl Michale, myśl. Myśli jednak zakłócały ostatnie słowa wykrzyczane szyderczo przez właściciela karczmy: - nie ma picia bez płacenia, wóz albo przewóz Drzymała, wóz albo przewóz...
 
Droga pod stopami Michała przesuwała się tak złośliwie jak to tylko możliwe, czasem uciekała gdzieś na bok, czasem pojawiała się tam, gdzie nie miała prawa się znaleźć. Nad jego pijaną głową pochylały się drzewa, jak gdyby i one chciały zmusić go do myślenia. Co jakiś czas wiatr wzbijał w powietrze kłęby kurzu wiejskiej drogi, w świetle księżyca wyglądało to na ewidentne działanie Siły Mistycznej. Rzeczywiście – w pewnym momencie Drzymała zrozumiał, że jego pijane ciało znalazło się w mocy owej Siły. Siła miotała nim przez czas jakiś, rzuciła Drzymałą na krzywą czasoprzestrzeni, zamotała dynamiką Newtona dla zmyły i nieszczęsny Michał nagle opuścił drugą połowę dziewiętnastego wieku lądując grubo ponad sto lat później – w roku 2012. Żeby było jeszcze dziwniej, znalazł się przed ekranem komputera i klawiaturą, którą bez trudu (ach ta Siła Mistyczna) umiał obsługiwać.
 
Monitor pokazywał internetowy system aukcyjny, w którym ktoś wystawił na sprzedaż zwykłą smycz dla psa. Smycz kosztowała co prawda aż 650 złotych, jednak ból wydatku rekompensował gratisowy dodatek do smyczy: rasowy piesek. Ponieważ Drzymałę propozycja takiej transakcji mocno zdziwiła, udał się w cyberprzestrzeń, by na innych stronach www sprawdzić, o co też w całej sprawie może chodzić. W całej sprawie chodziło o nowy przepis zakazujący sprzedawania (w określonych warunkach) piesków za pośrednictwem sieci. Sprytni obywatele zaczęli więc obchodzić prawo sprzedając smycze oraz dodając zwierzaka gratis. Dość szybko Drzymała zrozumiał (ach ta Siła Mistyczna), iż opisana procedura nie jest niczym niezwykłym – w sieci można było bowiem nabyć używany szalik kibica piłkarskiego (w dość szokująco wysokiej cenie); chodliwe bilety na mecze Mistrzostw Europy były dołączone jako darmowa premia. W dodatku osoba sprzedająca ów szalik użyła magicznego dopisku - „z wiadomych powodów”.
 
Znalazł Michał jeszcze kilka różnych powodów całkowicie wiadomych, na przykład powód do uprawiania zawodu psychoterapeuty. Aby w Krakowie (podobnie zresztą jak w wielu innych polskich miastach) zostać taksówkarzem, trzeba uzyskać stosowną licencję. Do uprawiania profesji psychoterapeuty żadne licencje jednakowoż potrzebne nie są: spryciarze wymyślili więc psychoterapię w samochodzie. Wsiada człowiek do auta, mówi dokąd chce jechać i po drodze zostaje poddany psychoterapii – kierujący pojazdem psychoterapeuta bez licencji taksówkarza rozmawia z nim (albo nie rozmawia, bo przecież terapia może być prowadzona także w taki sposób). Po zakończonym seansie pasażer (albo jeżeli kto woli – pacjent) płaci według wskazań taksometru. Drzymała wyczytał także, że Sejm pracuje nad tym, by ukrócić proceder psychoterapeutyczno – taksówkarski. Od razu jednak pojął (ach ta Siła Mistyczna), że żaden ustawodawca nie wygra z polską kreatywnością związaną z obchodzeniem prawa. Niosła internetowa fala Drzymałę jeszcze czas jakiś, pokazywała przeróżne przykłady, wzorce postępowania, procedury i dzikie zagrania aż wreszcie, po zjechaniu po czasoprzestrzennej krzywej, znalazł się on z powrotem na wiejskiej drodze, z powrotem w XIX wieku.
 
Był już ranek, na leżącym w rowie Michale zaczęła zbierać się rosa. A w jego głowie zbierały się myśli przybierając formę coraz bardziej konkretnego pomysłu. Zdania usłyszane w ciągu całej nocy nakładały się na siebie – zdanie, że musi coś wymyślić, zdanie o wiadomych powodach i zdanie, które wyrzucił z siebie wściekły karczmarz – wóz albo przewóz. Drzymała powoli podniósł się z rowu, wyprostował dumnie plecy i poszedł dalej swoją drogą.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies