internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Co robi haker

W świecie literatury kryminalnej haker ma mnóstwo roboty i korzysta z całego wachlarza możliwości. Reprezentantka omawianej profesji w trylogii Stiega Larssona najpierw kradnie nieuczciwemu przemysłowcowi całą furę pieniędzy, później udaje się w egzotyczną podróż, w czasie której powiększa sobie biust, następnie dochodzi do zakopania jej żywcem przez własną rodzinę. Po tym wszystkim zostaje jeszcze postrzelona i przechodzi skomplikowaną operację mózgu. Wszystko to nie jest oczywiście żadną przeszkodą w prowadzeniu hakerskiej działalności, pani Lisbet ze szpitala, przy pomocy urządzenia mobilnego nadal włamuje się więc tam gdzie trzeba i gdzie nie trzeba.
 
Życie realne aż tak skomplikowane nie jest, zaś postawiony w tytule felietonu problem ma rozwiązanie tyleż proste, co banalne. Otóż haker dopisuje: dopisał na przykład to i owo do obywatelskiej akcji prowadzonej na Facebooku. Sprawa dotyczy profilu zachęcającego do specyficznej akcji wymierzonej w restauratora i celebrytę – Adama Gesslera, który nie tylko nie reguluje swojego zadłużenia (sam warszawski magistrat doliczył się sumy ponad 22 milionów złotych zaległości płatniczych), ale i skutecznie blokuje egzekucję komorniczą swojej willi przepisując ją na brata. Nie nam oceniać sylwetki mistrzów przeróżnych patelni, postawa pana Gesslera nie jest zresztą żadną nowością i każdy, kto zapoznał się z jego warszawską kawiarnią o znamiennej nazwie „Kręcimy Lody” już dawno mógł spodziewać się czegoś w opisanym kształcie. Nie zmienia to jednakowoż faktu, iż na Facebooku znalazły się sformułowania nawołujące do łamania prawa. Jeśli bowiem ktoś komuś jest coś winien, to wcale nie wynika z tego, że można pożywić się u dłużnika za darmo i bezkarnie. W końcu polskie państwo także ma zadłużenie, co nie znaczy, że można sobie wpaść do Kancelarii Sejmu względnie Pałacu Prezydenckiego na obiadek.
 
Kiedy autorowi społecznościowej akcji zwrócono uwagę na pewne wątpliwości prawne – ów wytłumaczył się najprościej na świecie: to nie ja, to haker dopisał do mojej strony jakieś swoje teksty. Później sprawa stała się jeszcze bardziej skomplikowana, bo pan od profilu sam zaczął dopisywać: że akcja nie ma na celu okradanie żadnego Gesslera, że jest obywatelska oraz że stanowi jedynie prowokację i happening. Ostatecznie można więc dojść do wniosku, że ponad 2300 osób, które mają zamiar wziąć udział w operacji „Zjedz u Gesslera – nie zapłać” po prostu pójdzie do Gesslera i w ramach protestu zapłaci, co w sumie jest tak samo pokręcone jak cały plastikowo – celebrycki świat. Niemal w tym samym czasie jakiś haker (ten sam albo i inny) zabrał się za dopisywanie tekstów do portalu Fronda. W artykule naczelnego dodał – a wiemy to z relacji samego naczelnego, Tomasza Terlikowskiego- dość nieprzyjemne fragmenty dotyczące komór gazowych w powiązaniu z dziećmi. Redaktor publicznie zapowiedział ściganie domniemanego hakera oraz poprosił o modlitewne wsparcie.
 
Pomysł z hakerem bez wątpienia ma kolosalną przyszłość. Aż dziw bierze, że nie skorzystała z niego pani studentka - pedagog, która za opublikowanie własnego zdjęcia z nagimi plecami została zwolniona z pracy w podwarszawskiej Pozaszkolnej Placówce Specjalistycznej. W końcu nie tylko mogła powiedzieć, iż zdjęcie wykonał i opublikował jakiś haker, ale także dodać, iż fotografia przedstawia plecy hakera. Nie nam rozstrzygać jaki w opisanych przypadkach był stan faktyczny: warto jednak zauważyć, że mityczni hakerzy są bardzo dobrym wytłumaczeniem na wszystko. Zanim śledztwa wdrożone na wniosek pana Terlikowskiego czy pana od antygesslerowskiego profilu dojdą do jakichkolwiek rezultatów (o ile w ogóle kiedykolwiek dojdą) – cała publiczność już dawno zapomni o sprawie. Z całego serca życzymy jednak studentce zwolnionej za plecy sądowego sukcesu, w końcu trzeba wreszcie wytyczyć granicę absurdu w reakcjach na internetowe publikacje. Zresztą życzyć możemy teraz wszystkiego i każdemu – a jeżeli ktoś poczuł się deklaracją tą dotknięty, prosi się o przyjęcie do wiadomości, iż niżej podpisany nie jest niczemu winien. To wszystko mógł napisać haker.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies