internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo niejedno ma imię; może być narodowe, publiczne, socjalne, energetyczne i tak dalej. Trzeba więc powiedzieć głośno i wyraźnie, że tym razem chodzi o bezpieczeństwo naszych tajemnic, sprawa zaś jest nad wyraz poważna. Tajemnic naszych bezpieczeństwem zajął się bowiem właśnie sam Facebook ogłaszając uroczyście, że obroni nas przed naszym własnym (i każdym innym) rządem. Zabezpieczenia – jak powszechnie wiadomo – już są, jeśli ktoś przy naszym koncie zacznie manipulować, twór pana Zuckerberga przyblokuje intruza i wyśle nam mail. Nowość antyrządowa polega na tym, że blokada będzie specjalnie obliczona na rząd czyli silniejsza, bo podwójna. Nastąpi weryfikacja – na przykład sms-owa – i żaden organ nic złego (w zakresie naszych tajemnic) zrobić nam nie zdoła. O tym, że zagrożenie rządowe ciągle rośnie, wiadomo od dawna; nawet na gruncie literatury fabularnej wciąż demaskowane są obrzydliwe agendy.
 
 Obrzydliwą agendę na gruncie fabularnej literatury zdemaskował ostatnio (tak na przykład) pan David Lagercrantz pisząc kolejny tom sagi millenijnej o znamiennym tytule „Co nas nie zabije”. Powieść demaskuje kulisy działania amerykańskiej agendy rządowej zwanej NSA, co dziwić nie powinno, bo agenda ta około 2012 roku przeskoczyła w rankingu najwredniejszych agend osławioną CIA. W końcu nawet prawdziwy do bólu Edward Snowden specjalizujący się w demaskowaniu rządu śledzącego tajemnice obywateli pracował na rzecz owej NSA porzuciwszy uprzednio CIA, co jest najlepszym dowodem na to, kto jest gorszy. U Lagercrantza NSA jest prawdziwym potworem: kuma się z mordercami skandynawskiego profesora, większość jej energii pożytkowana jest na krętactwa, ugina się tylko pod szantażem. Nie dziwota, że Facebook wiedziony słusznym gniewem i naporem informacji prawdziwych czy literackich postanowił nasze tajemnice obronić.
 
 Pewnej pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, iż od jakichś dobrych kilku lat rządy (no – może nie od razu polski, ale niemiecki, francuski oraz brytyjski to już na pewno) próbują obronić nas przed Facebookiem. Rządy głoszą teorię opowiadającą o słabych zabezpieczeniach naszych danych osobowych w wymienionym serwisie społecznościowym, akcentują od czasu do czasu smutną możliwość udostępniania tych danych o wyciekach już nawet nie wspominając. Niemiecka minister zajmująca się ochroną niemieckich konsumentów w ich interesie (był jeszcze rok 2010) zjechała Zuckerberga z góry na dół jak burą sukę właśnie w tej sprawie. Niemal wezwała naród do bojkotu serwisu. Sporym echem w świecie odbiła się próba ochrony swoich obywateli przez rząd Rosji. W roli agresora wystąpił Microsoft, który – zdaniem Kremla - jest nad wyraz łasy na tajemnice osobiste rosyjskich obywateli (może wiedzą coś, czego nie wie Microsoft). Sytuacja jest więc prosta, choć nieco paradoksalna: jedni bronią nas przed drugimi, drudzy przed pierwszymi, wszystko to zaś w interesie naszych tajemnic.
 
 Zjawisko obrony okrężnej, wzajemnej i totalnej odnotować należy, choć w kraju nad Wisłą trudno będzie znaleźć kogoś, kogo sytuacja ta zdziwi. W końcu politycy nasi uprawiają podobny proceder od dawna: jedna duża partia robi wszystko, żeby obronić nas przed drugą dużą partią. Obie te partie łączy tylko jedno – wspólnie chcą nas ochronić przed partiami małymi, małe partie z kolei nie ustają w tytanicznych wysiłkach, by chronić nas przed dwoma partiami dużymi. Mimo wszystko ktoś pomyśleć może, że Facebook i rządy na wyścigi dbające o nasze tajemnice to zjawisko niepokojące. Przecież to – tak czysto teoretycznie – straszne: wokół roi się od wszechmocnych kreatur czyhających na prywatność; dookoła zdrada, spisek, zbrodnia. By utrzymać dobre samopoczucie sugeruje się przyjęcie następującego toku myślenia: po pierwsze – skoro tak wszyscy o nasze tajemnice dbają, dokładają starań i nie śpią po nocach, na pewno jesteśmy bezpieczni. Facebook będzie trzymał w szachu rząd – no i odwrotnie. Jedna tylko grupa powinna się zmartwić: ludzie, którzy nie mają żadnych tajemnic. W dzisiejszych czasach to prawdziwe świństwo tak narażać państwo i społecznościowe korporacje na gigantyczne i zmarnotrawione wydatki.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies