internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Anioł i diabeł

W sprawie rozpoznania bytu nierzeczywistego zwanego aniołem pisano niegdyś podręczniki. By w razie spotkania człowiek się nie zbłaźnił, publikowano także (głównie w formie malarskiej) stosowne wizerunki: wynikało z nich niezbicie, iż anioł posiadać musi obowiązkową aureolę oraz skrzydła. Jeszcze więcej uwagi poświęcano kwestii diabła: literatura przedmiotu wspomina więc o rogach, ogonie, zapachu siarki, względnie nakazuje zwrócić szczególną uwagę na oczy. Na przykład prawe oko delikwent mieć może czarne jak czeluść piekielna, w lewym, zielonym, iskrzy się wówczas obłęd. W realiach XXI wieku manuskrypty instruktażowe należy jednakowoż odłożyć na bok. Mamy bowiem coś lepszego – sieć teleinformatyczną.

Technologia nosi nazwę ANPR (Automatic Number Plate Recognition) co z grubsza oznacza, że to coś rozpoznaje numery rejestracyjne pojazdów. Coś działa już w wielu krajach, warto jednak rozpatrzeć przypadek australijski, bo mieszkańcy antypodów doświadczeń mają w tej sprawie mnóstwo. Na filmie widzimy więc prowadzącego radiowóz australijskiego policjanta, który odprężonym głosem tłumaczy zasady działania ANPR: początek systemu to trzy kamery przymocowane do jego auta. Dwie patrzą w przód, jedna – w bok. Z patrzenia kamer wynikają zdjęcia tablic rejestracyjnych, zdjęcia zaś (zamienione na sygnał cyfrowy) wędrują do cyfrowej bazy, gdzie zgromadzono dane dotyczące wszelkich pojazdów w całym stanie Nowa Południowa Walia, stanie – dodajmy – najgęściej na całym kontynencie zaludnionym. Jeżeli za kierownicą namierzonego przez system samochodu siedzi anioł, technologia nie robi nic: w końcu wszystko jest w porządku.

Jeśli jednakowoż numer odnotowano wcześniej jako rejestrację pojazdu skradzionego, względnie – wóz, którym porusza się przestępca, w radiowozie rozlega się sygnał alarmowy. O! - właśnie się rozległ. Funkcjonariusz zerka na monitor i mówi, iż delikwent, który przed sekundą przejechał obok nas swego czasu wziął udział w pogrzebie członka gangu motocyklistów. Co oznacza, że może być podejrzany. Tym samym Anioł Piekieł (zbiorowość Halls Angels zdaniem Departamentu Sprawiedliwości USA jest organizacją przestępczą, pogląd ten podzielają służby wielu innych państw) został rozpoznany lepiej, szybciej i skuteczniej niż w procedurach najstraszliwszych inkwizytorów. Zaś do stworzenia ANPR trzeba było właściwie tylko kilku drobiazgów: pracujących również w paśmie podczerwieni kamer, oprogramowania i bazy danych.

Jako się rzekło – można było podeprzeć się przykładem z innego kraju – tak się jednak składa, że to Australijczycy mają doświadczenia aż czteroletnie. W czasie od 2009 do 2013 roku z niemal trzystu radiowozów  wykonano 208 milionów fotografii, z czego powstała całkiem przyzwoita mapa poruszania się obywateli po drogach publicznych. System brytyjski – choć działający na nieco innej zasadzie – jest w stanie zrobić zdjęcia 50 milionom tablic rejestracyjnych dziennie. Brytyjczycy mają też za sobą inny, choć zarzucony już eksperyment – londyńskie kosze na śmieci zawierały w sobie moduł sprawdzający numer MAC telefonów komórkowych przechodzących osób. Pomysł osobom się nie spodobał, choć na upartego prawnych przeszkód przed rejestrowaniem poruszających się po miastach właścicieli komórek nie ma: większość ustawodawców uważa, iż MAC nie jest elementem danych osobowych. Podobnie zresztą jak tablica rejestracyjna samochodu.

W natłoku informacji z frontu walki między inwigilowanymi a inwigilującymi w cyberprzestrzeni rozumianej jako sieć internet, umyka czasem problem prawdziwy: śledzenie realne, prawdziwe i namacalne. Bo po raz kolejny prawo nie nadąża, zaś bez trudu wytłumaczyć można, iż nic się nie dzieje. W końcu funkcjonariusz, który zatrzymał nasz samochód do kontroli i tak (również przy pomocy sieci) sprawdza numer rejestracyjny. W końcu policjant legitymujący obywatela na ulicy także może zanotować o której godzinie człowiek ten przebywał w konkretnym miejscu. W końcu technika służy również służbom państwowym i również one powinny z niej korzystać. W końcu – skoro i tak jesteśmy aniołami, to po co ten szum? Cóż, może dlatego, że nie wiemy czy operatorem bazy nie jest osobnik z lewym okiem ciemnym jak piekielna czeluść.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube